Publikacja zawiera podstawowe informacje na temat budowy kanu metodą "listewki + zszywki". Na tę pozycję składa się przede wszystkim ponad dwieście dużych pełnostronnicowych zdjęć i to one wraz z towarzyszącym im komentarzem prowadzą krok po proku przez wszystkie etapy budowy kanu.

Dlaczego wybrałem zaprojektowany przez Johna Wintersa model Dumoine? Przede wszystkim dlatego, że do pływania po rzekach o trudnościach do WW II-III potrzebowałem kanu naprawdę zwrotnego niezależnie od tego czy zabieranych rzeczy będzie dużo czy mało. Oczywiście między szybszymi odcinkami zdarzają się zawówno wolniejsze jak i zupełnie płaskie czyli jeziora. Tutaj przyszłe kanu miało zachowywać się przynajmnie poprawanie - czyli przede wszystkim łatwo trzymać obrany kurs co w kanu przeznaczonym do pływania po rzekach (river tripping) nie jest wcale takie oczywiste i łatwe do uzyskania.

1 lipca na rynku zadebiutuje przewodnik "Le guide du Canoe en France" autorstwa Paul'a Villecourt'a (organizator festiwalu Open Canoe w Drôme). Książka zawiera szczegółowe opisy ze świetnymi zdjęciami 14 najpiękniejszych (zdaniem autora oczywiście ;) ) francuskich rzek i 4 jezior. Wspomniane rzeki to: Allier, Loire, Dordogne, Tarn, Hérault, Ardèche, Gardon, Loue, Marais Poitevin, Leyre, Sorgue, Drôme, Chassezac, Ain - natomiast opisanymi jeziorami są: Bourget, Annecy, Salagou oraz Verdon.

Opisy uzupełnia informacja o ważniejszych campingach i możliwości wynajęcia kanu. Przewodnik liczy łącznie 192 strony i uzupełniają go szczegółowe mapy i świetnie zdjęcia.

  • Autor : Paul Villecourt
  • Format : 17x23 cm - 192 strony
  • Język : francuski

Zainteresowanych jej zakupem odsyłamy na stronę Amazon'a :]

Przeglądając dwa lata temu kwartalnik KANAWA trafiłem na zajawkę filmu ukazującego postać Szarej Sowy. Reżyser filmu, którym jest Richard Attenborough (między innymi Ghandi) pragnął przedstawić legendę kanadyjskiego kanuingu i jednego z pionierów ochrony pierwotnej przyrody. Magnesem przyciągającym widzów do kina miał być odtwórca głównej postaci - Pierce Brosnan, który z tej okazji zapuścił sobie dłuższe włosy i, co należy podkreślić, nauczył się prawidłowego (czyli normalnego) wiosłowania na kanu. I tu mała dygresja na ten ostatni temat. Oglądając (krytycznie) od czasu do czasu amerykańskie filmy, w scenariuszu których przewidziano pewną rolę dla kanu, widzę, że biali aktorzy odgrywający główne role nie potrafią w ogóle wiosłować. Jakieś tam chaotyczne machanie wiosłem i sterowanie, gdy łódka skręca nie w tę stronę. Może przeciętny amerykański widz to kupuje (i przymyka oko?), ale w przeciwieństwie do widowni polskiej, kanu jest głęboko zakorzenione w amerykańsko-kanadyjskiej tradycji. Jednym słowem popelina ...

Właściwie widziałem tylko jeden film, w którym realizatorzy podeszli do tematu wiosłowania (przez aktorów) profesjonalnie. Jest nim właśnie "Deliverance", prezentowany po kilkakroć w naszej TV pod tytułem "Uwolnienie". Tutaj jednak zgłaszałbym uwagi do tzw. akcji, o czym godziłoby napisać się osobno.

Tłumacząc artykuł dla Świata Nauki o bajdarkach (kajakach Aleutów) rozmawiałem na ten temat z kilkoma przyjaciółmi pływającymi zarówno na kanu, jak i na kajakach. Jeden zwrócił uwagę, że jego autor jest mu znany z pewnej książki, której polski tytuł brzmiał nieco zagadkowo - "Kosmolot i czółno". Okazało się, że nawet całkiem udanie odpowiada to oryginałowi - "The Starship and the Canoe".

Autor opisuje w swoim dłuższym reportażu ojca i syna, którzy realizują się w zupełnie przeciwstawnych dziedzinach. Senior, Freeman Dyson, matematyk i fizyk zajmował się pracami nad wykorzystaniem energii jądrowej do napędu statków międzyplanetarnych. Sam miał wizję wzięcia udziału w wyprawie na Marsa. W całkiem przeciwną stronę poszły zainteresowania syna - Georga Dysona, który uległ fascynacji tubylczymi canoe, a konkretniej kajakami.

K jak Kanu jest krótkim przedstawieniem podstaw techniki wiosłowania na kanu. Prezentuje uderzenia pozwalające na skuteczne i eleganckie wiosłowanie na szlakach nizinnych. Nie zawiera natomiast wielu ważnych zagadnień związanych z taktyką pływania po różnych akwenach, które to zagadnienia zostały przedstawione w poprzedniej, bardziej obszernej publikacji "KANU. Historia ...".

Książka, a właściwie broszura, przeznaczona jest dla wszystkich początkujących zainteresowanych tajnikami sztuki posługiwania się wiosłem jednopiórowym. Sądzę też, że i zaawansowani znajdą wiele ciekawych informacji, które nie zostały przedstawione w "KANU".

Niewielka grubość broszurki i, co za tym idzie, niewysoka cena (10 zł), powinna pozwolić na szersze rozpropagowanie klasycznej techniki wiosłowania. Hasło "Mniej czytania, więcej wiosłowania" powinno być też zachętą dla tych, którzy na widok opasłych tomów mówią: "Dziękuję, to ja może inną razą ..."

W któryś z lutowych wieczorów wtorkowych TVP 2 nadała, po raz zresztą kolejny, jeden z ważniejszych filmów z kanu “w roli głównej”. Rzecz dzieje się na jednej z rzek Appalachów, ot, czwórka panów na stanowiskach i z dobrą pracą wybiera się na spływ na kanu. Czyli, jak to w amerykańskim filmie – standardowo na początku nic się nie dzieje, w dwóch łódkach (jednej wood and canvas – ta nie przeżyje bystrzy i drugiej – aluminiowym Grummanie) ekipa pokonuje łatwiejsze lub trudniejsze odcinki dzikiej rzeki.

I gdy już się widz napatrzy na krajobraz, posłucha wirtuozerii gry na bandżo, czy też podpatrzy tajniki wiosłowania - tu aktorzy stanęli na wysokości zadania i problemy techniczne na rzece rozwiązywali sami (a nie kaskaderzy), rozpoczyna się tzw. akcja. Ci co oglądali wiedzą, ci co będą oglądali, to się dowiedzą, jak to się stało, że luźna impreza przekształca się w horror. Pojawiają się niedobrzy “ludzie gór”, Ktoś komuś robi krzywdę, ktoś ginie przeszyty strzałą, następują pogonie, ucieczki i strzelania prawie jak w “Czarnych Chmurach”. Zakończenie też nie stanowi happy endu i w ogóle druga połówka filmu nie jest lekka (szczególnie bez połówki). Tyle o samym filmie.