Na rzekę Nahanni zwrócił naszą uwagę James Olivier Curwood w swojej książce Dolina Ludzi Milczących. Opisana jest tam historia miłości sierżanta Jamesa Grenfell Kenta i tajemniczej Marette Radisson. W wyniku śmiertelnego zagrożenia, decydują się na ucieczkę drogą wodną z Athabasca Landing do Fort Simpson, skąd chcą dotrzeć do miejsca, skąd pochodzi Marette, czyli do Doliny Ludzi Milczących, położonej na północ od początkowego odcinka South Nahanni River.

Ciapek, mój partner z kanadyjki i pomysłodawca naszej wyprawy, nawet zlokalizował Dolinę na mapie. Miejscem spotkania uczestników wyprawy organizowanej przez firmę Black Feather miał być Fort Simpson, ale uczestnicy spotkali się już na lotnisku w Yellowknife, stolicy Terytorium Północno-Zachodniego, w którym położony jest Park Narodowy Nahanni.

Są na świecie miejsca tak specjalne i niecodzienne, że niezależnie od częstości ich odwiedzania zawsze chce się do nich wracać. Dla mnie takimi miejscami są park French River (French River Provincial Park) oraz obszary wokoło wyspy Philip Edward Island na zatoce Georgian Bay w Ontario. W sierpniu 2012 r. spędziłem dwa tygodnie, pływając na kanu w obu tych okolicach — i z przyjemnością odwiedziłbym je ponownie!

Nie pamiętam, ile razy odwiedziłem park French River od mojej pierwszej wizyty w 1995 r., ale prawdopodobnie nie mniej niż dziesięć. Jest to bardzo rozległy park i pewnie wiele tygodni, a może i miesięcy, zajęłoby swobodne zwiedzenie całego tego obszaru, rozciągającego się od jeziora Nipissing (Lake Nipissing) do zatoki Georgian Bay, i powiosłowanie na kanu po znajdujących się w jego granicach rzekach, ogromnej liczbie ich odnóg, dopływów i ujść oraz przepłynięcie wokoło niezliczonych i gęsto rozsianych skalnych wysepek i skał. Dlatego też pomimo moich wielokrotnych wizyt nadal jest sporo miejsc, gdzie nie udało mi się dotrzeć. Rzeka Key River, stanowiąca naturalną południową granicę parku, była do tej pory jednym z nich.

Tydzień na Kanu na Rzece Francuskiej (French River), Ontario, na Południe od Jeziora Nipissing, 3 - 8 Lipiec 2011 roku.

W moim ostatnim blogu o podróży po French River pisałem, że French River, Rzeka Francuska, jest jak magnes i wyjazdy w jej okolice są zawsze ogromną przyjemnością. Minął mniej niż rok i znowu ją odwiedzam!

W niedzielę, 3 lipca 2011 roku (długi weekend Canada Day - Dzień Kanady) przybyliśmy do resortu Wajashk, położonego w Rezerwacie Indiańskim "Dokis". Na molo spotkaliśmy rosyjską parę, która zakończyła swoją wycieczkę na kanu; bardzo narzekali na komary, ale puściłem ich słowa mimo uszu, bo większość osób narzeka na komary - i większość zwykle przesadza.

Rzeka French River działa na mnie niczym magnes - nigdy nie mam dość pływania na niej! Zresztą przedtem nie pływałem po tej części tej rzeki, tak więc chociaż technicznie pływaliśmy po tej samej rzece, faktycznie było to dla nas coś zupełnie nowego - jakby nie było, jest to długa, kręta i rozwlekła rzeka!♥

O historii tej rzeki pisałem poprzednio w moim blogu, tak więc nie będę się tutaj raz jeszcze powtarzał.

To pierwsza z trzech (jak dotychczas) relacji z wizyt Jacka nad French River, kolejne sukcesywnie w ciągu kilku najbliższych dni.

Trochę Historii

Rzeka Francuska (French River) jest położona około 300 km na północ od Toronto; swój bieg zaczyna w jeziorze Nippising i uchodzi do zatoki Georgian Bay, stanowiącej część jeziora Huron. Jej całkowita długość wynosi około 110 km. Ponieważ przepływa przez Tarczę Kanadyjską (Canadian Sheld), jej brzegi są uformowane z bardzo ciekawych skał polodowcowych oraz znajduje się na niej ogromna ilość skalistych wysepek i bardzo oryginalnych skał o różnorodnych kształtach.

Kraina dzikiej przyrody, misia grizzly, złota, złych traperów i dobrych Indian - z tym mniej więcej kojarzył mi się Jukon, gdy jako nastolatka przeczytałam chyba każdą przetłumaczoną na polski książkę o podboju Ameryki Północnej. Do Jukonu jechałam spełnić marzenie - chciałam zobaczyć ten świat na własne oczy i przemierzyć go trochę tak, jak to robiono na długo przed przybyciem Europejczyków - w kanu.

Sławę Jukon zawdzięcza swojemu dopływowi - rzece Klondike, jak i dopływowi tejże: strumieniowi Bonanza. Właśnie tu w 1896r. odkryto złoto. Wkrótce potem w rejon zaczęli napływać masowo poszukiwacze z USA, jak również w mniejszej liczbie z Wielkiej Brytanii, Australii i Południowej Afryki. Oprócz ludzi prostych, do Klondike jechali nauczyciele, lekarze, burmistrz, który wybrał kopanie szczęścia w zamian za prestiżowe stanowisko, przyszły prezydent USA - William Howard Taft, jak i Jack London - słynny pisarz, który kanwę swoich najbardziej znanych powieści oparł na doświadczeniach wyniesionych z Jukonu. W 1898r. ludność miasteczka Klondike, nie istniejącego jeszcze dwa lata wcześniej, liczyła 40 tys. osób.