plus minus gleich

Informacje

Redakcja chętnie zaopiekuje się (i oczywiście opublikuje je na łamach www.Kanu.pl) wszelkimi nadesłanymi materiałami na temat kanu. Szczególnie pożądane są opisy Waszych eskapad (nie zapomnijcie o zdjęciach) i informacje o organizowanych przez Was imprezach i relacje z nich (tu również prosimy o zdjęcia).

21
August
2010

Drawa (Czaplinek - poligon)

Dzisiejszy dzionek mogę podsumować takim zdaniem: trochę daliśmy sobie w du**. Z mapy wynika, że przepłynęliśmy jakieś 25 kilometrów. Rutyniarze pewnie się tylko uśmiechną, ale dla takich "świerzynek" jak my to jednak całkiem sporo.

Czwartek

A było to tak: koło 6.00 szwędałem się jeszcze przy pomoście. O 6.20 fotografowałem nasz bajzel na kempingu a o 7.00 nie dawałem już Myszce spać. O 7.40 nasze rzeczy były już włożone do kanu a o 8.30 robiłem zdjęcia przy kanu na plaży, a kilka minut później wypłynęliśmy. Tafla jeziora była spokojna, co cieszyło, bo wiosłowanie pod wiatr na takim akwenie byłoby dość męczące, a tak ja mogłem sobie wiosłować a Myszka jeszcze się relaksowała po nocy.

E-mail Print PDF
Last Updated on Tuesday, August 24 2010
 
07
August
2010

Pisia Gągolina

Pierwsza Samotna Wyprawa Pisią Gągoliną :)

Dzień pierwszy

Sam nie dawałem wiary, że to możliwe. A jednak... Jeszcze parę lat temu nie odważyłbym się wejść do wody w naszej 'Pisiuarze" a tu proszę - spływ Pisią. Komitetu pożegnalnego nie było, chętnych do wspólnej eksploracji również, ale słowo się rzekło - trzeba płynąć.

Pełna mobilizacja sił, szybka decyzja i w piątek 23 lipca 2010 roku, w starym żyrardowskim parku woduję swoją łódeczkę i ruszam w nieznane.

Gdybym wcześniej wiedział co czeka mnie już na pierwszych kilometrach, pewnie zmieniłbym nieco plany i startował o wiele dalej. Przede wszystkim płycizna i kamienie, które szczególnie na początku bardzo dawały się we znaki. Wielokrotnie musiałem wychodzić do wody, bo łódeczka mimo niewielkiego zanurzenia zatrzymywała się na piaszczystej łasze lub kamykach, których na odcinku do wysokości oczyszczalni ścieków była cała masa.

E-mail Print PDF
Last Updated on Saturday, August 07 2010
 
16
July
2010

Warta

Decyzja podjęta została szybko. Wiedzieliśmy, że mamy tylko siedem dni pomiędzy moimi zawodowymi obowiązkami a koniecznością powrotu do domu i pracy. Wiadomo było co i kiedy, pozostało pytanie - gdzie? Demokracja demokracją - w końcu stanęło na Warcie. Ruszamy z Częstochowy, płyniemy w górę rzeki (nie ukrywam, że pierwotnie liczyliśmy na to, że dotrzemy do Konina - ale wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy ile to kilometrów).

W rezultacie pospiesznych zakupów dokonanych w poznańskim MPiK'u nabyliśmy przewodnik Marka Lityńskiego - Warta i z nim w ręku rozpoczęliśmy "oglądanie" trasy.

Wyszło na to, że odcinek Warty z Częstochowy do Konina liczy około 400 kilometrów, co przy siedmiu dniach czasu jakim dysponowaliśmy jest dystansem do pokonania ale z pewnością nie w ramach wakacyjnego odpoczynku. Ograniczyliśmy zatem drogę z Częstochowy do Warty u brzegów zbiornika Jeziorsko. Przed kontynuacją trasy przez zbiornik i dalej, choćby do Uniejowa lub Koła skutecznie zniechęcił nas opis przenoski, która czeka amatorów pływania Wartą na tamie zbiornika Jeziorsko. Głównie to właśnie skłoniło nas do ograniczenia długości trasy i skrócenia dziennych odcinków.

E-mail Print PDF
Last Updated on Tuesday, July 27 2010
 
04
July
2010

Klub wariatów od kanoe

Za pomocą dłuta, narzędzi do szlifowania i własnych rąk, Stanisław “Siachu” Smerecki buduje w Dziuplinie kajaki i łódki

Klub wariatów od kanoeMogą być z drzewa świerkowego lub cedrowego. Sportowe kanadyjki (łódź z jednym wiosłem, w której siedzi się lub klęczy), turystyczne kajaki, czy śliczne kanoe, budowane na wzór łodzi indiańskich. Po opuszczeniu warsztatu Stanisława Smereckiego, pływają po rzekach Polski i świata.

Tak się zaczęło

- Mieszkałem w Olsztynie, nad jeziorem – rozpoczyna swą opowieść pan Stanisław. - Tam, gdzie kończył się ogród, zaczynało się jezioro. Wszystkie dzieci musiały nauczyć się pływać, albo nie przeżywały (śmiech). Łódek nie mieliśmy, ale znaleźliśmy niemiecką ocynkowaną metalową balię. Zrobiliśmy z niej coś na podobieństwo łódki. Wypłynęliśmy tym na środek jeziora i... utopiło się.

A potem, to już poszło. Jeden klub kajakowy, drugi, trzeci, trochę kajakarstwa górskiego. Dużo pływałem górskimi rzekami w Szkocji, gdzie mieszkałem przez jakiś czas. Miałem przeróżne kajaki: plastikowe, drewniane, “dykciane”, składane, takie i owakie, i tym się pływało.

E-mail Print PDF
Last Updated on Sunday, July 04 2010